Strona główna » Aktualności » ,,Jezus przechodząc ujrzał człowieka niewidomego od urodzenia'' (J 9, 1-41)

,,Jezus przechodząc ujrzał człowieka niewidomego od urodzenia'' (J 9, 1-41)

  ,,Jezus przechodząc ujrzał człowieka niewidomego od urodzenia'' (J 9, 1). To stwierdzenie dotyczy nie tylko tego epizodu. To jest wypowiedź o znaczeniu powszechnym. Dotyczy każdego człowieka, każdego z nas. Jezus spotkał człowieka niewidomego od urodzenia. Każdy z nas był albo jeszcze jest tym człowiekiem. I każdy z nas spotkał albo spotka Jezusa, który ma przywrócić mu wzrok. To nie jest przenośnia, to jest prawda, to jest rzeczywistość.

 

 

Święty pustelnik Antoni mądrze pocieszył kiedyś niewidomego chłopca; „Mój drogi - powiedział mu - ty wprawdzie nie masz takich oczu, jak mają również kury i gęsi. Ale za to masz takie oczy, jakie mają aniołowie - oczy, którymi można oglądać samego Boga i Jego światłość". Chłopiec ten wyrósł później na wielkiego teologa i do historii przeszedł jako Dydym Ślepy.

 

 

Istnieje wielka  różnica między człowiekiem, któremu brak wzroku cielesnego, a człowiekiem zaślepionym, człowiekiem, któremu szwankuje wzrok duszy. Człowiek niewidomy nieraz potrafi swe kalectwo przemienić w swoją szansę, tak że nie jeden widzący mógłby mu pozazdrościć duchowej dojrzałości.

 

 

Każdy z nas doświadcza jakiejś ślepoty. Nasza duchowa ślepota jest nieuchronna, każdy z nas jest dotknięty grzechem. Grzech w Piśmie św. jest nazywany ciemnością, ślepotą. Każdy z nas nosi w sobie skutki grzechu, dlatego jest ślepy, niewidomy. Nasza ślepota jest potrójna:

 

 

1. Najpierw nie potrafimy dostrzec tego światła, którym jest Bóg, którym jest Jezus Chrystus. Dostrzegamy tylko to, co potrafią uchwycić zmysły. Tymczasem musimy przeniknąć przez zasłonę tego świata, żeby zobaczyć światłość prawdziwą, jaką jest Bóg, który objawił się nam przez Jezusa Chrystusa. ,,Światłość przyszła na świat, ale ciemności tego światła nie ogarnęły'' (por. J 3, 19; 1, 15). Wielu ludzi spotyka Chrystusa, ale nie rozpoznaje w Nim Boga. To jest ślepota niewiary.

 

 

2. Jest jeszcze drugi rodzaj ślepoty: nie potrafimy siebie samych zobaczyć w świetle. Każdy z nas nosi w sobie obraz samego siebie, ale nikt nie potrafi poznać siebie w całej prawdzie. Przeważnie tworzymy w swojej duszy jakiś obraz siebie i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to jest obraz fałszywy, że to jest fikcja, że to jest kłamstwo. Nie jesteśmy tymi, za kogo się uważamy. Bardzo często ktoś nas z tego błędu wyprowadza. Nam się wydaje, że jesteśmy mądrzy, a on nam udowadnia, że jesteśmy głupi... Wyobrażamy sobie, że jesteśmy piękni, a ktoś nam powie prawdę, że jesteśmy brzydcy. Ale to są tylko zewnętrzne fakty. W gruncie rzeczy nasza ślepota sięga o wiele głębiej. Każdy z nas nosi jakiś wypieszczony przez siebie obraz samego siebie i tworzymy według własnego upodabania. Często stajemy jednak wobec prawdy o sobie. I nabieramy wstrętu do siebie. Nie potrafimy siebie znieść. I dlatego, że nie potrafimy znieść prawdy o sobie, znowu uciekamy się do fikcji, do marzenia, do kłamstwa o sobie. Naprawdę zaś jesteśmy tym, czym jesteśmy w oczach Boga.Człowiek, gdyby nie miał lustra, nie mógłby siebie zobaczyć: dopiero ktoś drugi mógłby mu powiedzieć, jaki jest; człowiek więc jest takim, jakim go widzi drugi człowiek.

 

 

3. Każdy z nas może też uleć ślepocie i nie zauważać swoich bliźnich. Człowiek może być tak zajęty różnymi sprawami, że nie zorientuje się nawet, że jego własny współmałżonek czuje się bardzo samotny albo że narasta w nim jakieś rozgoryczenie i poczucie krzywdy. Czasem możemy tak bardzo troszczyć się o różne potrzeby swoich dzieci, a nie zauważyć, że dziecko jest zgłodniałe odrobiny rodzicielskiego ciepła i rodzicielskiej aprobaty. Możemy również nie zauważyć i nie doceniać darów, jakimi obdarzają nas nasi bliscy. W ten sposób narasta obcość między ludźmi, czasem nawet między mężem i żoną, między rodzicami i dziećmi. A jeszcze łatwiej nam nie zauważać ludzi innych, ludzi z poza naszej rodziny.

 

 

 Od wszystkich zaślepień może nas uwolnić światłość Boga. Grzech nam jednak nie pozwala poznać światłości Boga. Z drugiej strony, to że nie możemy poznać Boga, nie pozwala nam poznać  siebie i bliźnich. Jest to jakieś błędne koło. Tylko On, Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel może nas z tego położenia wybawić. Ewangelia bardzo często opisuje uzdrowienie niewidomego przez Chrystusa. Ten cud, tak często spełniany, jest znakiem. Ten znak nam mówi, kim Chrystus jest dla nas. ,,Ja jestem światłością świata'' (J 8, 12). On jeden rozprasza mroki i ciemności, On jeden może nas wyzwolić od tej ślepoty. On jeden jest światłością, bez której nie możemy poznać siebie.

 

 

W życiu każdego człowieka, albo już zaistniał albo zaistnieje ten moment, kiedy spotka się jako człowiek niewidomy z Chrystusem, który otworzy mu oczy. I to jest moment najważniejszy w życiu. Darowanie wzroku już się dokonało, ale ono się jeszcze dokona, dlatego że otwieranie oczu niewidomym dokonuje się kilka razy w życiu. Ostatecznie dokona się w chwili, kiedy przejdziemy z ciemności tego życia do światłości wiekuistej.





Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1151

  • Łytijni stychyry Uspeniju

  • Usnuła Maty Boża usnuła

  • Kyrie elejson

  • Nyni otpuszczajeszy


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?