Strona główna » Aktualności » ANNA WALENTYNOWICZ

ANNA WALENTYNOWICZ



Publikacja na naszej stronie wspomnień 84 - letniej Olhy Lubczyk, rodzonej siostry śp. Anny Walentynowicz, Legendy "Solidarności", jednej z ofiar tragicznego lotu do Smoleńska w ubiegłą sobotę 10 kwietnia, odbiła się ogromnym echem wśród naszych czytelników.W odpowiedzi na bardzo liczne prośby Internautów, poniżej przedstawiamy polskie tłumaczenie wspomnień.W katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęła Ukrainka, losy której kiedyś zmieniły los Polski.

Równe – Anna Walentynowicz (panieńskie Hanna Lubczyk) była jednym z założycieli wolnych związków zawodowych w Polsce i pobudziła do aktywizacji ruch robotniczy w Gdańsku – właśnie ten, od którego rozpoczęła się nowa era nie tylko dla Polaków, ale i dla całej Europy Wschodniej. Gorzka ironia losu sprawiła, że zginęła razem z Lechem Kaczyńskim, który był jej współpracownikiem w sprawach obrony praw robotników jeszcze u początków „Solidarności”.

To właśnie zwolnienie jej z pracy 7 sierpnia 1980 roku, pięć miesięcy przed emeryturą, stało się bodźcem dla robotników do rozpoczęcia strajku, który po pewnym czasie przerodził się w ruch robotniczy „Solidarność”. Wtedy to stocznia przerwała pracę. Doradcą prawnym ruchu robotniczego był Lech Kaczyński. Polacy nazwali Annę „Sprawiedliwością” albo „Matką „Solidarności”. Jednak zarówno wtedy, jak i później, nawet jej współpracownicy często nie domyślali się, że ramię w ramię z nimi od początku walczy o prawa socjalne, a z czasem i niezależność Polski Ukrainka.

Po pewnym czasie między Walentynowicz, ze względu na jej nieprzejednane stanowisko, a Lechem Wałęsą, skomplikowały się stosunki. Jednak właśnie jej, a nie Wałęsie, w 2005 roku George Bush wręczył Medal Wolności Trumana – Reagana, a w następnym roku prezydent Polski Lech Kaczyński wręczył Order Orła Białego.

Z ziemi ojczystej

W Równem mieszka siostra rodzona Anny Walentynowicz, 84-letnia Olha Lubczyk. W te dni gorzko opłakuje śmierć siostry, którą w 1996 roku spotkała po raz pierwszy po niemal sześćdziesięcioletniej rozłące. Od tego czasu Walentynowicz każdego roku gościła w Równem i w rodzinnej wsi Sadowe znajdującej się w rejonie hoszczańskim. Od siostry Radio Swoboda dowiedziało się o tym, o czym nie wiedziała o swojej bohaterce Polska.

 

Olha Lubczyk – starsza siostra Anny Walentynowicz

 

Ona wyjechała z rodzinnej wsi Sinne znajdującej się w rejonie tuczyńskim, będąc dziewięcioletnią dziewczynką, razem z polską rodziną, w której przyszło jej pracować. Hanusia była sierotą, chociaż macocha kochała ją jak swoje własne dziecko. Rodzina Lubczyków żyła zgodnie. Ale kiedy władza radziecka zabrała ziemię - nastały ciężkie czasy, opowiada starsza siostra. „Za Polski żyliśmy bogato, dobrze i spokojnie. Ludzie zazdrościli nam – i dzieci dużo, i matka obca, a dobrze żyją – wspomina Olha Lubczyk. – A jak już ziemię zabrali, majątek, inwentarz – staliśmy się tak biedni, że nie było co na siebie włożyć, chodziliśmy boso. Od dzieciństwa nie gardziliśmy żadną pracą. Aż przyjechali polscy gospodarze Leśniccy, u których nasza macocha kiedyś pracowała. Przyjechali oni z Babyna, gdzie kontraktowali buraki po wsiach. Kiedy pan Pruszyński wyjechał z Pustomyt, oni objęli jego gospodarstwo. Było tam wszystko: konie, krowy, świnie … A oni i mówią: Dajcie nam jedną dziewczynę do pracy. Ona wszystko robiła – jeść gotowała, karmiła świnie, doiła krowy, prała”. Polacy, przestraszeni wydarzeniami wojennymi, przeprowadzili się do Hoszczy i zabrali ze sobą Hanusię – ona była niezbędna, bo umiała wykonywać każdą pracę. W pogoń rzucił się ojciec, ale na próżno.

Ojcu powiedzieli, że ona dokądś poszła, ale ją obowiązkowo zwrócą rodzinie. Już jak spotkałyśmy się, to siostra opowiadała, że już drugiego dnia wywieźli ją z Hoszczy – do Hruszwicy pod Równem – mówi Olha Lubczyk. Dziewczynę poinformowali, że rodzinę zamordowali naziści, którzy spalili wieś. W rzeczywistości podobna tragedia zdarzyła się w sąsiadującej ze wsią Sinne wsi Pustomyty.

 

Druga Ojczyzna i wieczna walka

 

Jechali do Polski cały tydzień. W rodzinie Leśnickiego, pod Gdańskiem mieszkała rodzina. „Tam też było 15 krów, konie, świnie. Ona tam wszystko robiła. Póki wydoi tych 15 krów, to pada prosto obok nich. A w nocy znowu budzą: „Wstawaj, bo trzeba pokrzywy przynieść świniom” – mówi pani Lubczyk. A jak będziesz mówić, że jesteś Ukrainką, to ciebie zamordują – przestrzegali dziewczynę gospodarze. I ona bała się. Ale jakoś ją okrutnie pobili, i w rozpaczy dziewczyna poszła nad morze – zestawiać rachunki z życiem. Hanię zauważyła gospodyni, która brała u nich mleko. Pocieszyła, zabrała do siebie, a wtedy znalazła jej pracę – opiekować się dzieciątkiem w jednej rodzinie. To byli dobrzy ludzie, różnica między nimi a byłymi gospodarzami była ogromna. Jedli śniadanie i kolację przy jednym stole, dobrze odnosili się do niej, szanowali. A kiedy ich zabrano do innej miejscowości do pracy – oni zostawili jej mieszkanie”, - opowiada Olha Lubczyk.

 

Początkowo Anna rozpoczęła pracę w fabryce margaryny, ale zainteresowała się zawodem operatora suwnicy, - opowiada siostra. Dyrektor fabryki, zauważywszy to, zaproponował jej kursy dla robotników. W dzień – praca, wieczorem – nauka. Po pewnym czasie rozpoczęła pracę operatora suwnicy w stoczni. Wyszła za mąż za Polaka, stała się rzymską katoliczką. A kiedy w Polsce rozpoczęły się zamieszki, przystąpiła do „Solidarności”.

 

„Obok byli i Lech Kaczyński, i Lech Wałęsa, i Aleksander Kwaśniewski. Ona była matką chrzestną dzieci Wałęsy. Co prawda, z czasem ich poglądy rozeszły się. Kiedy zaczęły się poważne zamieszki – ucierpiało dwa i pół tysiąca ludzi, pobili ich, a ona trafiła do więzienia na 11 miesięcy. Wypuścili ją – i znowu … Syn wrócił z wojska, i jego też zabrali, - opowiada ze łzami w oczach Olha Lubczyk. – Kiedy ją tam skazali, do nas z KGB przychodzili, pytali ojca czy była taka córka i gdzie ona jest. A jemu jakby ktoś podpowiedział powiedzieć: Była taka, ale umarła”. Jeszcze i telefonowali do rady gromadzkiej, pytali, czy taka znalazła się. Ale im odpowiedział przewodniczący rady gromadzkiej, że nie. To był 1981 rok”.

 

Spotkania i straty

 

Tylko ojciec wierzył, że Anna żyje. Był on pewny, że mieszka ona w Polsce, ale jak jej szukać - tego nie wiedział. Już wtedy, gdy był przykuty do łóżka, krewna zachęciła, by napisać list do firmy poszukującej lidzi. Napisali więc list do Kijowa, do biura poszukiwawczego. Zapłacili milion (właśnie wtedy szalała inflacja). Poszukiwania ciągnęły się latami. List ojca został opublikowany w radio. I stał się cud: historyk z Tarnopola i jednocześnie krajoznawca Jefrem Hasaj usłyszał o liście i przesłał pytanie do biura adresowego w Warszawie.

 

Anna Walentynowicz leciała do Warszawy jak na skrzydłach. Tam powiedzieli jej, że ojciec ją szuka.

 

Ów wietrzny dzień listopadowy Olha Lubczyk wspomina jako najszczęśliwszy dzień w życiu z posmakiem goryczy. Nie widząc siostry 54 lata, jeszcze w oknie autobusu poznała ją, dokładnie tak, jak ją sobie wyobrażała. Jednak Anna nie wiedziała, że ojciec zmarł niedługo przed tym spotkaniem.

 

Odtąd, 15 lat z rzędu, Anna Walentynowicz co roku przyjeżdżała do swojej Ojczyzny. Ostatni raz dzwoniła, by przekazać informację o wyjeździe do Katynia. W przeddzień wyjazdu była w Waszyngtonie i Rzymie. Tym razem nie udało się otrzymać błogosławieństwa Papieża przed wyjazdem jak to bywało co roku. W tej podróży Anna Walentynowicz nie była pracownikiem technicznym jak to podawały środki masowego przekazu. Ona była człowiekiem, dla którego historia nie była obca, niezależnie jak gorzka. Była w Katyniu nie raz - mówi jej siostra Olha. Tak więc nawet choroba nie mogła jej przeszkodzić w ponownej drodze do Katynia. Jednak śmierć jej przeszkodziła.

 

Gdy rodzina usłyszała o katastrofie, prawie nie mieli wątpliwości - tam była Anna. Telefon w Polsce odebrał syn Janusz, który powiedział: "Mamy już nie ma".

 

Annę Walentynowicz straciły dwa państwa - Polska i Ukraina, do której tak lgnęła w ciągu ostatnich lat. Jednocześnie na Ukrainie, jak również w małej ojczyźnie - Ziemi Równieńskiej - dopiero teraz odkrywają Ją jako swoją rodaczkę, gdyż do tej pory nic o niej nie wiedzieli.

 

 



Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1806

  • Komentarze (0)


  • Pola wymagane*.

  • Spodoby, Hospody...

  • Wełyke Sławosłow'ja

  • Łytijni stychyry Uspeniju

  • Usnuła Maty Boża usnuła


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?