Jaka powinna być „polityka narodowościowo-językowa” UKGK w Polsce?
Ukraiński Kościół Greckokatolicki we współczesnej Polsce funkcjonuje na zasadzie swego rodzaju etnicznej enklawy (czy zbioru enklaw – którymi są poszczególne parafie i domy zakonne) na obcym terytorium. W potocznej świadomości wiernych bardzo często rolę i zadania UKGK postrzega się jako służebne wobec interesu narodowego społeczności ukraińskiej w Polsce, zaś tożsamość Kościoła greckokatolickiego sprowadza się do ukraińskiej etniczności.
Tezy powyższe nie potrzebują szczegółowych dowodów. Gdyby znalazł się ktoś, kto by je chciał kwestionować, w odpowiedzi wystarczy zalecić uważną lekturę pod tym kątem prasy ukraińskojęzycznej wychodzącej w Polsce.
Oczywiście, coraz wyraźniejsze rozchodzenie się etnicznej wizji Kościoła z rzeczywistością powoduje, że pojawiają się w łonie naszej wspólnoty nieliczne na razie głosy, dość nieśmiało wzywające do rewizji tego stanu rzeczy. Już choćby takie fakty, jak spory procent małżeństw „mieszanych” i zauważalny postęp asymilacji (zwłaszcza językowej) młodego pokolenia – muszą (a w każdym razie powinny) prowadzić do refleksji nad aktualnością modelu życia kościelnego, w którym zakłada się jako pewnik, że grekokatolik w Polsce automatycznie niejako jest albo „powinien być”, zdeklarowanym ukraińskojęzycznym Ukraińcem.
Tego typu wypowiedzi są jednak jeszcze, jak już wspomnieliśmy, bardzo rzadkie – a przy tym niejednokrotnie grzeszą pewną jednostronnością. Ich autorzy często postrzegają ów problem wyłącznie w kontekście „polonizacji Ukraińców w Polsce”, a to dość istotnie zawęża kwestię „polityki narodowościowej” Kościoła. Poza tym zbyt często w głosach tych daje się odczuć pewien ton rezygnacji, kapitulacji przed procesami asymilacji narodowej. „Trudno, musimy się dostosować do rzeczywistości” - zdają się mówić rzecznicy tej postawy - „ale gdybyśmy nie musieli, to trwanie przy modelu etnocentrycznym byłoby OK.”. Innymi słowy, liczy się aspekt pragmatyczny – wpływ modelu etnocentrycznego na potencjał demograficzny Kościoła. Względy zasadnicze, to jest kwestia, czy taki model Kościoła odpowiada woli naszego Pana Jezusa Chrystusa – pozostają na dalszym planie. A przecież to właśnie one winny być pierwszym kryterium oceny, wszak dla wierzącego chrześcijanina wola Boża stać musi ponad doczesnym interesem organizacji kościelnej – a nigdy odwrotnie!
W tej sytuacji warto pokusić się o próbę syntetycznego spojrzenia na problem (postulowanej) polityki narodowościowej UKGK w Polsce. Spojrzenia opartego na nauce Chrystusowej i autentycznej tradycji naszego Kościoła – a nie tylko na doraźnym interesie naszej wspólnoty tu i teraz. Spojrzenia obejmującego całość zagadnień, a nie jedynie problem asymilacji.[W tej ostatniej kwestii, tj. asymilacji, odsyłam do mego artykułu w języku ukraińskim pt. UKGK w Polsce i asymilacja: poszukiwania rozwiązań duszpasterskich, Kalendarz „Błahowista” na 2010 r., s. 60-72.]
Artykuł niniejszy w dalszym swym ciągu dzielić się będzie na części następujące:
1) „Korzenie” – tu pokrótce omówię podłoże teologiczne postulowanych rozwiązań;
2) „Zasady ogólne” – prawidła mające zastosowanie do osób wszelkiej narodowości czy języka;
3) „Stosunek Kościoła do poszczególnych grup narodowościowych” – poświęcony Ukraińcom, Polakom i „innym”;
4)
„Postulaty końcowe” – pewne propozycje szczegółowe, które ze względów
kompozycyjnych zostały wydzielone w ten sposób.
KORZENIE
W
przeciwieństwie do judaizmu zarówno starożytnego, jak też i
współczesnego, Kościół Chrystusowy z woli samego Boskiego Zbawcy
powołany został, by nauczać wszystkie narody (por. Mt 26, 19). Jak
naucza Apostoł Paweł, wszyscy członkowie ludu Bożego, ochrzczeni i
przyodziani w Chrystusa, stanowią w Nim jedno, dzięki czemu różnice
językowe, narodowe czy kulturowe między uczniami Chrystusa odchodzą na
plan dalszy; w Chrystusie nie ma już Żyda, ani Greka (Gal 3, 27-28), co
Apostoł nb. powtarza dwukrotnie w 2 różnych listach (Gal 3, 28 i Kol 3,
11).
Z drugiej strony, nauka biblijna nie stanowi podstawy do tego,
by w imię Pańskie dokonywać jakiejś narodowej czy etnicznej urawniłowki –
by odmienności kultury czy języka tępić, glajchszaltować, by pod
pretekstem jedności w Chrystusie przerabiać ludzi na jednolitą masę.
Podobnie zresztą słowa Apostoła Narodów, iż nie ma mężczyzny ani
kobiety, nie są bynajmniej propagandą kastracji czy uniseksu. Jedność w
Chrystusie jest jednością w różnorodności! Różnice zaś, które są
naturalne, stanowią dodatkowe wyzwanie dla Kościoła, którego członkowie,
realizując mandat misyjny z Mt 26, 19 – powołani są, by stać się
wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych
(1 Kor 9, 22).
W oparciu o ten biblijny fundament doktrynalny, uczniowie
Chrystusa głoszący Dobrą Nowinę niejednokrotnie wychodzili (i wychodzą)
poza obszar swego kraju, narodu czy języka. Nie ma możności ani potrzeby
rozpisywać się w tym miejscu na temat dziejów misji chrześcijańskich.
Koniecznie jednak przypomnieć trzeba Równych Apostołom Świętych Cyryla i
Metodego. Bracia Sołuńscy w dziele ewangelizacji Słowian nie
ograniczyli się do stwierdzeń typu „jeśli chcą być chrześcijanami, niech
do nas przyjdą i nauczą się greki” – a tym bardziej nie próbowali
chrześcijaństwa w greckiej wersji językowej narzucać komukolwiek siłą.
Apostołowie Słowian, zgodnie z nauką i przykładem św. Pawła, dla
zbawienia Słowian sami poniekąd stali się Słowianami, a swą
działalnością, w szczególności w dziedzinie języka i pisma
staro-cerkiewno-słowiańskiego, dali ludom słowiańskim potężny impuls nie
tylko religijny, ale i kulturowy.
W ten właśnie nurt nauki ewangelicznej i apostolskiej wpisują się
najlepsze tradycje chrześcijaństwa Włodzimierzowego, w tym także i tej
jego gałęzi, która w końcu XVI w. odnowiła jedność ze Stolicą Rzymską.
Wypada tu wspomnieć zwłaszcza nauczanie Sługi Bożego Andrzeja
Szeptyckiego, Metropolity Halickiego, zawarte w 2 dokumentach. Pierwszym
z nich jest List pasterski Andrzeja Szeptyckiego, Metropolity
Halickiego, Arcybiskupa Lwowskiego, Biskupa Kamieńca Podolskiego, do
Polaków obrządku grecko-katolickiego, (Żółkiew 1904). Drugim – dekret nr
10 lwowskiego synodu archieparchialnego z 1940/41 r., zatytułowany
Praca nad zjednoczeniem Kościołów. Teksty źródłowe wraz z omówieniem
nauczania Metropolity znaleźć można w moim artykule Mniejszości narodowe
w Kościele greckokatolickim w świetle nauczania Sługi Bożego Andrzeja
Szeptyckiego, Metropolity Halickiego, „Peremyśki Archyjepachijalni
Widomosti” 7(2009), s. 204-216. Tu wspomnę tylko, że Sługa Boży, któremu
osobiście bardzo bliskie były słowa z 1 Kor 9, 22 – sam był przykładem
ich realizacji: wychowany jako Polak, stał się Rusinem-Ukraińcem właśnie
z czysto religijnych motywów. Zapytany kiedyś przez swą krewną i
powinowatą zarazem, s. Marię Krystę Szembek, niepokalankę, czy czuje się
Polakiem czy Rusinem – odpowiedział, powołując się właśnie na przykład
św. Pawła.
ZASADY OGÓLNE
Primo: wspólnotę
wiernych UKGK stanowią chrześcijanie-katolicy tradycji bizantyjskiej w
jej wariancie kijowskim. Podstawą kościelnej tożsamości wiernych jest
zatem praktykowanie wiary katolickiej we wspomnianej powyżej tradycji
oraz kanoniczna przynależność do UKGK – nie zaś narodowość czy język.
Nie można utożsamiać przynależności kościelnej z narodowością ukraińską
czy inną. Nie ma prostego przełożenia „grekokatolik=Ukrainiec”, ani w
sferze faktów, ani na gruncie zasad.
Warto w tym kontekście przytoczyć uchwałę Synodu Biskupów UKGK (Lwów-Brzuchowice, 13-20 IX 2006):
1. Визначити як основу нашої ідентичності те, що ми є:
1) Церквою свого права;
2) вповні об'єднаними з наступником святого Петра – Єпископом Рима;
3) носіями східнохристиянського благочестя візантійської традиції з часу Володимирового хрещення;
4)
зважаючи на нашу історію, наше географічне положення і наш
релігійно-церковний досвід, покликані сприяти повному взаєморозумінню
двох християнських традицій – візантійської і латинської.
Jak
widzimy, najwyższy organ naszego Kościoła postrzega jako filary naszej
tożsamości: 1) status Kościoła sui iuris, 2) jedność z Biskupem Rzymu,
3) obrządek bizantyjski, 4) pochodzenie z Chrztu Włodzimierzowego, 4)
specjalne powołanie ekumeniczno-ireniczne naszej wspólnoty. O
narodowości wiernych nie ma tu mowy.
Secundo: każdy
grekokatolik ma prawo do swobodnego samookreślenia w dziedzinie języka,
kultury i narodowości – i to zupełnie niezależnie od swego pochodzenia
czy innych obiektywnych faktów. Nie można nikogo ograniczać w prawach
członka Kościoła z powodu takiego czy innego samookreślenia. Nikt
postronny, w tym władza kościelna dowolnego szczebla, nie może rościć
pretensji do tego, by decydować za wiernego w tej materii.
Z drugiej
strony – poza aspektem jurydycznym jest aspekt moralny. Swoboda
samookreślenia to jedno, a motywy i ich moralna ocena – to drugie. Nikt
nie ma moralnego prawa dokonywać samookreślenia narodowego czy
językowego z niegodnych motywów, wbrew wewnętrznej prawdzie o sobie
samym. Samookreślenie, by być moralnie w porządku, winno być
uzewnętrznieniem tej właśnie wewnętrznej prawdy. Człowiek winien w
nieskrępowany sposób określać się zgodnie z tym, kim się czuje. Innymi
słowy: istnieje coś takiego jak asymilacja naturalna – gdy ludność danej
narodowości przez dłuższy czas zamieszkuje w diasporze – i naturalnym
jest, że z czasem np. mieszkający w Polsce syn „po prostu Ukraińca”
zaczyna się uważać za „Ukraińca z Polski”, wnuk za „polskiego Ukraińca”,
prawnuk za „Polaka pochodzenia ukraińskiego”. Podobnie trudno mieć
pretensję do dziecka rodziców o różnej narodowości, powiedzmy
ukraińskiej i polskiej, że uważa się za Polaka/Polkę albo też „w połowie
Polaka/Polkę, a w drugiej Ukraińca/Ukrainkę”. Natomiast człowiek
podający się za Polaka z motywów niskich, np. dla pieniędzy czy kariery
albo też dla wyzwolenia się z „obciachu” – gdy jednocześnie wewnętrznie
nadal się czuje, a może raczej po prostu wie, że jest Ukraińcem – nie
jest moralnie w porządku.
Podobnie też moralnie złą rzeczą jest pogarda dla swego pochodzenia, swych „korzeni”, zwłaszcza publiczna i ostentacyjna.
Powyższe zasady moralne wyprowadzone są z przykazania Dekalogu:
Czcij ojca swego i matkę swoją (Wj 20,12 i Pwt 5,16). Rozciągnięcie tego
przykazania na wspólnotę szerszą niż rodzina, na wspólnotę narodową
(„rodzinę rodzin”) wydaje się uzasadnione. Trudno natomiast za
uzasadnione uznać wywodzenie z tego przykazania absolutnego zakazu
asymilacji, jak to niekiedy niektórzy usiłują czynić. Wręcz przeciwnie,
absolutyzowanie narodowości za pomocą ewidentnego naciągania Bożego
prawa, czyli używanie Pana Boga jako narzędzia zapędzania niesfornych
owiec do narodowej zagrody – to implicite naruszenie pierwszego
przykazania tegoż Dekalogu…
Reasumując: każdy wierny ma pełne prawo do samookreślenia i nikt
nie może mu w tej dziedzinie niczego zakazać ani narzucić. W sumieniu
swoim wierny musi jednak zważać na moralne implikacje swej opcji. Jest
to, rzecz jasna, sprawa między danym wiernym a Panem Bogiem, z
ewentualnym udziałem spowiednika czy kierownika duchowego. Innym nic do
tego.
Tertio: każdy wierny ma obowiązek brania aktywnego
udziału w życiu UKGK, w szczególności zaś troskliwego pielęgnowania i
rozwijania swej bizantyjsko-kijowskiej tożsamości obrządkowej oraz
rzetelnego jej zachowywania w swym życiu religijnym. Dotyczy to wiernych
bez względu na język, narodowość czy kulturę – i bez względu na to, czy
w UKGK znaleźli się z racji pochodzenia (ochrzczeni w niemowlęctwie
jako dzieci rodziców-grekokatolików) , czy też z własnego, świadomego
wyboru .
Z drugiej strony obowiązek ten rodzi powinność także i po stronie
wspólnoty Kościoła. Wierni mają prawo oczekiwać pomocy Kościoła np.
poprzez ułatwienie im czytania i rozumienia tekstów liturgicznych czy
też przez używanie zrozumiałego języka w homiliach, katechizacji czy
spowiedziach. Wszystko to, rzecz jasna, w miarę realnych potrzeb z
uwzględnieniem okoliczności miejscowych oraz realnych możliwości.
Quarto:
Kościół błogosławi zdrowy patriotyzm swych wiernych, bez względu na
narodowość. Zdrowy patriotyzm to taki, który opiera się na miłości. Nie
ma znaczenia, czy jest to patriotyzm narodowy, państwowy, regionalny,
patriotyzm ojczystej ziemi czy kraju.
Z drugiej strony, Kościół
stanowczo odrzuca wrogość i nienawiść religijną, rasową, narodową,
etniczną, polityczną czy społeczną. Dotyczy to zarówno czynów,
przedsięwzięć, jak też i ideologii opartych na nienawiści. W naszym
kontekście np. ideologia integralnego nacjonalizmu spod znaku D. Doncowa
i S. Bandery nie może być przez Kościół aprobowana; wątpiącym polecam
lekturę pod tym kątem dzieł Sługi Bożego Metropolity Andrzeja
Szeptyckiego.
Wszelkie patriotyczne poczynania, imprezy itp., o ile nie stoją w
sprzeczności z wiarą i moralnością, cieszą się poparciem Kościoła.
W
sporach i konfliktach politycznych, narodowych, językowych czy
kulturowych Kościół zachowuje neutralność. W spory takowe ingeruje wtedy
tylko, gdy wypada mu: 1) bronić wiary i/lub moralności lub 2) ująć się
za pokrzywdzonymi, lub też 3) ma możliwość przyczynić się do zakończenia
konfliktu, pojednania skłóconych ludzi.
Quinto: Kościół wspiera
wiernych w ich staraniach na rzecz zachowania własnej tożsamości
narodowej, etnicznej, językowej czy kulturowej. Oczywiście wsparcie to
jest ograniczone z jednej strony realną miarą potrzeb (powiedzmy, inne
będą tu potrzeby wiernych narodowości polskiej, zupełnie inne –
potrzeby Ukraińców), z drugiej – możliwościami własnymi Kościoła i
poszczególnych jego struktur (np. parafii); jak wiadomo, możliwości te
są nieraz znikome. Kościół może przy tym współpracować z organizacjami i
instytucjami świeckimi, zwłaszcza szkołami.
Oczywiście, gotowość
Kościoła do wsparcia wiernych w zachowaniu tożsamości
narodowo-kulturowej nie może w żaden sposób sprzyjać przekształceniu
Kościoła w narzędzie realizacji celów świeckich. Należy stale i
konsekwentnie podkreślać absolutny prymat religijnego posłannictwa
Kościoła i wtórność innych zaangażowań. Wszelkie próby podporządkowania
Kościoła interesom świeckim, narodowo-politycznym czy kulturalnym,
szkodzą w konsekwencji zarówno Kościołowi, jak też i narodowi.
STOSUNEK KOŚCIOŁA DO POSZCZEGÓLNYCH GRUP NARODOWOŚCIOWYCH
Ukraińcy
Kościół nie może ignorować dwóch zasadniczych faktów.
Pierwszym
z nich jest rola Ukraińców w UKGK w Polsce. Stanowią oni (a raczej:
stanowimy) ogromną większość wiernych UKGK. Sam UKGK historycznie
odgrywał i dotąd odgrywa bardzo ważną rolę w życiu narodu ukraińskiego.
Ukraiński język i kultura ukraińska tworzą naturalny kontekst, w którym
poprzez wieki kształtował się nasz ukraiński (kijowski) wariant
obrządku bizantyjskiego.
Drugim niezaprzeczalnym faktem jest obecna
sytuacja społeczności ukraińskiej w Polsce. Wskutek przesiedleń z lat
1944-47, polityki państwa komunistycznego w latach następnych itd. jest
ona, jak wszyscy wiemy, bardzo zła.
Biorąc te okoliczności pod uwagę, Kościół błogosławi wszystkie
działania swych wiernych skierowane ku zachowaniu i rozwojowi
ukraińskiej tożsamości – rzecz jasna, w duchu zgodnym z zasadami
chrześcijaństwa.
Usilnie zalecana jest współpraca duchowieństwa i
zorganizowanego laikatu ze strukturami świeckimi w ramach wyżej
wymienionej działalności – byleby odbywała się na zasadach partnerskich i
nie przynosiła szkody religijnej misji Kościoła. Przedsięwzięcia,
których celem jest zachowanie i otaczanie czcią miejsc związanych z
ukraińską pamięcią narodową w Polsce, mają błogosławieństwo Kościoła, o
ile nie są podejmowane w duchu przeciwnym zasadom chrześcijaństwa.
Osobnym zagadnieniem jest problem imigrantów z Ukrainy,
przebywających czasowo lub na stałe w RP. Wymagają oni nie tylko stricte
duszpasterskiej opieki, ale i pomocy w wielu innych dziedzinach życia. W
miarę możliwości, jakie mają w tej mierze parafie, pomoc ta winna być
świadczona.
I wreszcie problem ostatni, jeśli chodzi o Ukraińców. Jak wiemy, w
niektórych grupach etnicznych czy etnograficznych istnieje podział na
zwolenników orientacji ukraińskiej i innych opcji. Dotyczy to zwłaszcza
Łemków. Jakie winno być stanowisko UKGK wobec grup tego rodzaju?
Otóż
wyjść tu należy od ogólnego prawa, przytoczonego w poprzedniej części:
każdy wierny ma prawo do samookreślenia w zgodzie z własną świadomością i
sumieniem. Nikt – w tym duszpasterz – nie może tego prawa ograniczać
ani negować. W dzisiejszych czasach nie ma też potrzeby, aby to
proboszcz był promotorem takiej czy innej świadomości narodowej swych
parafian. Są oni wolnymi ludźmi, umiejącymi czytać, w coraz większym
stopniu korzystającymi z Internetu itd. Sami potrafią dokonać wyboru.
Kościół nie może również stawać się stroną sporu np. między
Łemkami-Ukraińcami a „łem-Łemkami”. Może natomiast, a czasem pewnie
nawet i powinien – przy zachowaniu pełnej neutralności – sprzyjać, gdzie
jest taka potrzeba, jednaniu skłóconych wiernych w oparciu o wspólną
przynależność kościelną, wspólną tożsamość obrządkową i kulturę
regionalną. Oczywista jest pełna akceptacja Kościoła dla pielęgnowania
przez wiernych kultury regionalnej, a także gotowość do współpracy w tej
kwestii.
Polacy
Pora
już skończyć z mitem stuprocentowej ukraińskości wspólnoty
greckokatolickiej w Polsce: są wśród nas także Polacy. Spotykamy ich
zarówno wśród wiernych UKGK, jak też i wśród stałych prychożan naszych
cerkwi (czyli ludzi, którzy w świetle prawa kanonicznego do UKGK nie
należą, ale biorą w jego życiu aktywny udział). Są to osoby, które
znalazły się w cerkwi wskutek małżeństwa z grekokatolikiem (-czką),
potomstwo narodowo mieszanych małżeństw, Ukraińcy spolonizowani, a także
ci, którzy związali się z UKGK z własnego wyboru, niekiedy o głębokiej
motywacji religijnej, a nie z powodu sytuacji rodzinnej. Biorąc pod
uwagę zauważalny proces asymilacji narodowej Ukraińców w Polsce,
przypuścić można, że odsetek elementu polskiego w metropolii
przemysko-warszawskiej będzie wzrastał.
Wiernych oraz prychożan
narodowości polskiej nie należy w żaden sposób odtrącać, lecz
przeciwnie - zachęcać do możliwie najaktywniejszego udziału w życiu
cerkiewnym (nb. w przypadku wiernych jest to ich obowiązek, jak to już
powyżej wspomnieliśmy). Wszyscy inni wierni, zwłaszcza duchowni, winni w
duchu miłości chrześcijańskiej pomagać im w spełnianiu obowiązków
religijnych.
Sami natomiast Polacy, ciesząc się pełnią praw zgodnie
ze swym statusem kanonicznym (inne są prawa i obowiązki wiernego, inne –
osoby należącej do kategorii prychożan), winni po chrześcijańsku
szanować wiernych innych narodowości, zwłaszcza Ukraińców z ich kulturą i
językiem, mając świadomość szczególnych związków między tą właśnie
kulturą i językiem, a praktykowanym w UKGK obrządkiem.
Inne arodowości
UKGK
musi być otwarta na członków wszystkich narodowości oraz grup
etnicznych, zwłaszcza grekokatolików i ich potomków. Pamiętajmy, że do
Polski przyjeżdżają nieraz grekokatolicy z różnych Kościołów sui iuris i
krajów, należący do różnych grup narodowościowych. Mamy też na Podlasiu
południowym, w Kostomłotach, parafię neounicką, skupiającą
grekokatolików obrządku bizantyjsko-rosyjskiego (synodalnego), ale
wywodzących się z naszego Kościoła. Cieszy fakt, iż w ostatnich latach
współpraca między tą parafią a UKGK znacznie się rozwinęła, w porównaniu
z okresem poprzednim – aczkolwiek wiele jeszcze pozostało do zrobienia.
Obok
podlaskich neounitów na szczególną naszą uwagę zasługują również ci
potomkowie dawnych unitów, którzy przynależą do Kościoła łacińskiego –
niezależnie od obecnej ich świadomości narodowej i tożsamości
językowo-kulturowej.
POSTULATY KOŃCOWE
Po
pierwsze – „misja zewnętrzna”. Fakt, że żyjemy w kraju katolickim, z
silnym (o ileż od nas silniejszym organizacyjnie, demograficznie,
ekonomicznie itd.!) Kościołem łacińskim, który skupia w sobie
(przynajmniej formalnie) absolutną większość społeczeństwa , nie zwalnia
nas z realizacji Chrystusowego mandatu misyjnego. Także i to, że UKGK w
Polsce istnieje w bardzo trudnych warunkach, przede wszystkim wskutek
dramatycznego rozproszenia wiernych – nie stanowi usprawiedliwienia dla
zamykania się w murach etnokościelnego getta. Ks. prof. A. Czyrowśkyj
napisał kiedyś, że UKGK to Kościół, który wywodzi się z narodu
ukraińskiego, lecz istnieje dla całej ludzkości. Jest w społeczeństwie
polskim całkiem sporo (w proporcji do wielkości naszej wspólnoty) ludzi,
którym z różnych względów jesteśmy potrzebni, do których – innymi słowy
– posyła nas Pan Jezus. Oczywiście, możemy tego nie dostrzegać, ale
wspólnota chrześcijańska - decydująca się na skupienie na samej sobie i
ignorowanie otoczenia - stawia pod znakiem zapytania sens swej dalszej
egzystencji.
Warunki, w jakich przychodzi nam żyć i działać, są
bardzo trudne i niewiele możemy zrobić w dziedzinie czysto
misyjno-ewangelizacyjnego działania, a to z przyczyny naszej
organizacyjnej nędzy. Jednakże nasze rozproszenie po wielu regionach
kraju jest jednocześnie naszą „misyjną” szansą, wyzwaniem dla naszych
struktur parafialnych – zwłaszcza w dużych miastach. Nie mogąc podjąć
wielkiego wysiłku organizacyjnego, możemy i powinniśmy podjąć wysiłek
duchowy, nawrócić się od fałszywej wizji Kościoła etnocentrycznego do
chrześcijańskiej normalności i w ramach tego nawrócenia otworzyć się na
tych „obcych”, których nam Bóg posyła. Otworzyć się, ale i uświadomić
sobie, że wielkie skarby duchowe naszej bizantyjsko-kijowskiej tradycji
nie zostały nam dane po to, byśmy je trzymali zamknięte w skrzyni o
siedmiu zamkach i zazdrośnie strzegli dostępu do nich – lecz przeciwnie:
byśmy umieli się nimi dzielić z innymi.
Po wtóre – język.
Jeszcze nie tak dawno, kilkanaście lat temu, celebrowaliśmy Boską
Liturgię w języku cerkiewnosłowiańskim; język ukraiński (poza, rzecz
jasna, kazaniem i ogłoszeniami) pojawiał się tylko w czytaniach, Symbolu
Wiary, Modlitwie Pańskiej oraz modlitwie przed Komunią. Od połowy lat
dziewięćdziesiątych XX w. cerkiewnosłowiański wyparty został niemalże
zupełnie przez ukraiński.
Stan prawny w dziedzinie
językowo-liturgicznej opisuje nasz partykularny normatyw Zasady życia
liturgicznego, obowiązujący w obu eparchiach, cytuję:
Літургійні мови
50. Традиційною літургійною мовою УГКЦ є церковнослов’янська мова.
51. Українська мова рівноправна з церковнослов’янською, якщо йдеться про затверджені компетентною церковною владою тексти.
52.
За згодою єпархіального Єпископа можна вживати також іншомовні
затверджені переклади літургійних текстів, якщо в даному випадку чи
середовищі існує така душпастирська потреба.
53. У випадку браку
затверджених для літургійного вжитку перекладів літургійних текстів
даною мовою, можна її використовувати в Богослуженнях призначених для
іншомовних учасників тільки в обмеженому обсязі - у проповіді, читаннях,
катиxuзмах, Молитві Господній, Символі Віри, молитві перед св.
Причастям.
Przechodząc z cerkiewnosłowiańskiego na ukraiński, mieliśmy na
uwadze, jak mniemam, względy duszpasterskie. Chodziło o to, by wierni
lepiej rozumieli teksty liturgiczne. Dziś te same pastoralne względy
każą nam zapytać o to, na ile w naszym życiu liturgicznym winniśmy
uwzględniać język polski. Problem ten narasta wskutek polonizacji –
językowej zwłaszcza – wiernych, dużej liczby małżeństw narodowościowo
mieszanych, ale nie tylko. Jest to też problem wspomnianej powyżej
naszej misji „na zewnątrz” UKGK, wyjścia do otaczającego nas
społeczeństwa, które jest niewątpliwie społeczeństwem polskojęzycznym.
W
dzisiejszym stanie faktycznym nie mamy żadnych oficjalnych przekładów
tekstów liturgicznych na język polski. Co gorsza, nic się nie robi, by
takowe powstały. Mimo, że w świetle prawa w eparchiach winny działać
komisje liturgiczne (ewentualnie referenci ds. liturgicznych), nie ma
ich ani na poziomie eparchialnym, ani na poziomie metropolitalnym. Stąd
też nawet realizacja nr 53 Zasad życia liturgicznego jest utrudniona –
nie mamy nawet oficjalnie zatwierdzonych tekstów Symbolu Wiary, Modlitwy
Pańskiej czy modlitwy przed Komunią, nie mówiąc już o tekstach ektenii,
które śpiewać w języku innym niż cerkiewnosłowiański czy ukraiński
zezwolił pod pewnymi warunkami Synod Biskupów z 1969 r. (nr 16).
Oczywiście, w przypadku konieczności można się ratować przekładami
rzymskokatolickimi czy prawosławnymi (i tak się dzieje, sporadycznie z
błogosławieństwem hierarchii), ale „partyzantka” nie jest rozwiązaniem
na dłuższą metę.
Kwestie językowe same w sobie stanowią temat na artykuł, tu zatem pozwolę sobie poprzestać na kilku uwagach:
1)
w niektórych sytuacjach (miejscach, środowiskach) można rozważyć powrót
do cerkiewnosłowiańskiego, jako języka tradycyjnego i ponadnarodowego
zarazem;
2) konieczne jest powołanie komisji liturgicznej, jak wymaga prawo i nasze potrzeby;
3) jeśli chodzi o potrzeby wiernych w zakresie języka polskiego, to w pierwszej kolejności potrzebne są
a) pomoce duszpasterskie ułatwiające udział w celebracjach ukraińskich (cerkiewnosłowiańskich) i rozumienie tekstów,
b) polskie teksty modlitw prywatnych – codziennych, przed i po Komunii itp.,
c) standardy tekstów, o których mówią Zasady w nr 53 i postanowienia Synodu Biskupów z 1969 r. w nr 16, a także
d) przekłady obrzędów chrzcielnych, ślubnych i pogrzebowych;
4)
język to nie tylko liturgia – o ile w Internecie nie ma problemu z
używaniem polskiego na stronach UKGK, o tyle np. wycofanie się (?) z
projektu wydania Katechizmu UKGK po polsku budzić musi niepokój i
sprzeciw.
Po trzecie – prawo. Kodeks Kanonów Kościołów
Wschodnich zakazuje wszelkiego „prozelityzmu wewnątrzkatolickiego” (por.
kan. 31 i 1465). Są jednakże w prawie kościelnym także i przepisy
normujące całkiem legalne zmiany przynależności do Kościoła sui iuris –
za zgodą władzy kościelnej (kan. 32 KKKW, dla łacinników kan. 112 par. 1
n. 1 Kodeksu Prawa Kanonicznego), czy w małżeństwie o różnej
przynależności kościelnej (por. kan. 33 KKKW i kan. 112 par. 1 n. 2 KPK
dla łacinników). Doświadczenie wskazuje, że zbyt mało korzystamy z tych
rozwiązań – i nie chodzi tu wcale o jakiekolwiek „przeciąganie”,
powiedzmy, wiernych Kościoła łacińskiego do UKGK; chodzi o korzystanie z
mechanizmów prawnych, które właśnie po to zostały stworzone, by z nich w
razie potrzeby korzystać dla duchowego dobra wiernych. Niestety, nieraz
wskutek ignorancji, zawinionej przede wszystkim przez duszpasterzy,
wierni życzący sobie być grekokatolikami nie zostają nimi formalnie, co w
przypadku nielicznej i topniejącej stale wspólnoty, jaką jest UKGK w
Polsce, jest przejawem co najmniej niefrasobliwości.
ZAKOŃCZENIE
Zaprezentowane
powyżej rozważania zawierają zarówno postulowane zasady „polityki
narodowościowo-językowej” UKGK, jak też i konkretne rozwiązania
niektórych problemów z tej dziedziny. Mam nadzieję, że temat tak nośny i
ważny dla dalszego istnienia Kościoła greckokatolickiego w Polsce
wywoła żywy oddźwięk wśród czytelników „Grekokatolicy.pl”. Piszący te
słowa nie rości sobie pretensji do nieomylności i chętnie przyjmie uwagi
krytyczne tudzież rzeczową polemikę. O jedno tylko proszę usilnie: by
polemika takowa liczyła się z faktem o fundamentalnym znaczeniu – iż
UKGK jest Kościołem Chrystusowym, a nie narzędziem realizacji szczytnych
nawet, ale świeckich celów.
kontakt z autorem: ruthenus@kul.lublin.pl
Uwaga!
Drogi Czytelniku! Stanowisko diakona Piotra Siwickiego w kwestii asymilacji i polityki językowej zostało też przedstawione w następującym artykule:
УГКЦ в Польщі й асиміляція: пошук душпастирських розв’язок
diakon Piotr Siwicki - duchowny Archieparchii Przemysko-Warszawskiej,
doktor nauk humanistycznych w zakresie historii, adiunkt w Instytucie
Historii KUL, pomocnik kapelana więziennego okręgu lubelskiego.
- Pola wymagane*.
nie marzec 06, 2011, 19:04:50
nie marzec 06, 2011, 18:45:53
nie marzec 06, 2011, 18:37:42
nie luty 27, 2011, 22:25:55
nie luty 27, 2011, 13:10:36
sob luty 26, 2011, 19:19:33
sob luty 26, 2011, 16:51:43
czw luty 24, 2011, 20:01:21
czw luty 24, 2011, 01:50:57








pon kwiecień 18, 2011, 11:07:30