Strona główna » Aktualności » Boże Narodzenie u grekokatolików…

Boże Narodzenie u grekokatolików…




Ireneusz Kondrów

Święto Bożego Narodzenia w Kościele greckokatolickim nazywa się „Rizdwo Hospoda Naszoho Isusa Chrysta”,
a w skrócie „Rizdwo Chrystowe” lub po prostu „Rizdwo”.  Boże Narodzenie należy do największych świąt naszego liturgicznego roku. Według starego stylu zwanego juliańskim obchodzone jest 7 stycznia (obecnie różnica między kalendarzem liturgicznym juliańskim a gregoriańskim wynosi 13 dni). W dwie niedziele przed uroczystością Kościół wschodni wspomina świętych Starego Testamentu, którzy dostąpili zbawienia dzięki wierze w mającego się narodzić Zbawiciela. Pierwsza nazywa się Niedzielą Praojców (wspomina się patriarchów od Adama do św. Józefa Oblubieńca i proroków od Samuela do św. Jana Chrzciciela), druga –  Niedzielą Ojców (wysławia się patriarchów, z których w prostej linii narodził się obiecany Mesjasz), lub Niedzielą Genealogii Jezusa (Mt 1,1-25).  

To największe wydarzenie w historii ludzkości, które zapoczątkowało chrześcijańską erę. Jest punktem zerowym, do którego odnosimy wszystkie wydarzenia na świecie. Bez przesady święto to można nazwać również „matką wszystkich świąt”, a to dlatego, że od niego otrzymały swój początek Objawienie Pańskie, Pascha (Zmartwychwstanie), Wniebowstąpienie i Pięćdziesiątnica.  Gdyby Jezus nie narodził się w ciele, to nie byłoby Jego chrztu, który upamiętniamy w Objawieniu Pańskim (Jordanie); i nie umarł na krzyżu – skąd Pascha; i nie zesłałby Ducha Świętego – który tworzy Pięćdziesiątnicę. Od Bożego Narodzenia wzięły swój początek inne święta, niejako różne strumyki od jednego źródła (Św. Jan Chryzostom).

 

Historia święta…                                                        

Przez trzy pierwsze stulecia chrześcijanie nie upamiętniali święta Bożego Narodzenia odrębnym dniem. W tym czasie było znane tylko święto Objawienia Pańskiego, które upamiętniano 6 stycznia (wg kalendarza juliańskiego).  Święto łączyło w sobie zarówno Boże Narodzenie jak i Chrzest Jezusa w Jordanie. Greckie słowo „Epifania” czy „Teofania”, które oznacza „Objawienie”, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa oznaczało nie tylko pojawienie się Chrystusa przy Jego chrzcie, ale także pojawienie się na ziemi tj. Jego narodzenie. Pierwotne Kościoły, a szczególnie zachodni z świętem Objawienia Pańskiego łączył nie tylko Boże Narodzenie i Jego Chrzest, ale także święto trzech mędrców (króli), cud w Kanie galilejskiej, cudowne rozmnożenie chleba, a czasami i zmartwychwstanie Łazarza. Działo się tak dlatego, ponieważ wszystkie te wydarzenia świadczą o Objawieniu Pańskim – pojawieniu się Boga na ziemi. Stąd też zachodni Kościół jako pierwszy dokonał wyodrębnienia Bożego Narodzenia od innych świąt, gdyż upamiętnianych wydarzeń z życia Jezusa w jednym dniu było tam (w nim) najwięcej.

Tak więc jako pierwszy Boże Narodzenie jako odrębne święto wprowadził Kościół zachodni w dniu 25 grudnia, za papieża Jerzego I-go (337-352).  Najbardziej rozpowszechniona teoria o ustanowieniu święta Bożego Narodzenia 25 grudnia głosi, iż zadecydował o tym fakt, że w Rzymie w okresie od 17 do 23 grudnia oddawano część bogu Saturnowi lub Chronosowi. Zaraz po tym 25 grudnia odbywały się uroczystości ku czci „zwycięskiego słońca”. Cesarz Aureliusz 25 grudnia 274 roku ogłosił boga Słońce głównym opiekunem rzymskiego imperium. Święto słońca świętowano 25 grudnia, gdyż w tym czasie następuje zimowy zwrot słońca (przesilenie zimowe), dni stają się dłuższe i słońce bardziej przygrzewa. Dlatego ten dzień uważano niejako dzień narodzenia słońca i jego zwycięstwa nad nocą.

Chrześcijański Rzym chcąc przeciwstawić się poganom, na miejsce boga–Słońca ustanowił swoje chrześcijańskie Słońce – Bogoczłowieka i dlatego Jego narodzenie świętujemy 25 grudnia. Święci Ojcowie niejednokrotnie w swych homiliach nazywają Chrystusa Słońcem Prawdy lub Sprawiedliwości. Nie oznacza to, że od razu wszystkie Kościoły zachodnie świętowały Boże Narodzenie w tym samym czasie. Część pozostała początkowo wierna dniu 6 stycznia. Do tej pory (czyli do IV/V w.) w kwestii ustalenia daty narodzenia Jezusa Chrystusa było wiele propozycji i sporów, gdyż Ewangelie nic nie mówią na ten temat. Święty Klemens Aleksandryjski mówił (+ 215), że za jego czasów jedni uważali 20 maja za dzień urodzin Jezusa, inni 6 albo 10 stycznia, a według niego był to dzień 18 listopada. W jednym z utworów wczesnochrześcijańskich przypisywanych św. Cyprianowi mówi się o 28 marca, jako dniu urodzin Chrystusa. W tłumaczeniu św. Hipolita (ukr. Ipolita) odwołującego się do księgi proroka Daniela znajdujemy następujące słowa: „Pierwsze pojawienie się Pana w ciele, kiedy narodził się w Betlejem, miało miejsce w środę 25 grudnia, w 42 roku panowania Augusta, od Adama 5500 lat”. Natomiast św. Epifaniusz (+403) w dziele polemicznym udowadnia, że Boże Naradzenie miało miejsce 6 stycznia, a Chrzest 8 listopada.  Inna hipoteza wyboru daty Bożego Narodzenia na 25 grudnia uzasadnia opartym na apokryfach przekazem, że poczęcie Chrystusa dokonało się 25 marca, stąd jego narodzenie powinno przypadać 25 grudnia. 

Kościoły wschodnie za przykładem zachodnich również rozpoczęły świętować Boże Narodzenie 25 grudnia. Decydującą rolę w tej sprawie odegrali Wschodni Ojcowie Kościoła: Bazyli Wielki, Grzegorz Teolog i Jan Chryzostom. Pierwszym świętującym Boże Narodzenie 25 grudnia w latach 371/374 na wschodzie miał być Bazyli Wielki (+379). 20 grudnia 386 lub 388 roku św. Jan Chryzostom zapowiadał swoim wiernym, że w tym roku po raz pierwszy będą świętować Boże Narodzenie bez święta Objawienia Pańskiego (potocznie Jordanu).  Najpóźniej nową datę świętowania Bożego Narodzenia wprowadzono w Aleksandrii i Jerozolimie. W Jerozolimie święto B. N. wprowadził patriarcha Juwenal (418-458), wkrótce jednak je zniesiono. Ostatecznie Jerozolima wprowadziła B. N. w VI-VII wieku. Ormiański Kościół prawosławny do dziś świętuje Boże Narodzenie i Objawienie Pańskie 6 stycznia. Ormianie katolicy pod presją Rzymu od XVI wieku świętują Boże Narodzenie też 25 grudnia.

Drugi dzień Bożego Narodzenia obchodzony jest przez chrześcijan wschodnich jako święto maryjne. Zwane jest ono po grecku “synaksis”, w języku starocerkiewno-słowiańskim – Sobór Bogarodzicy, czyli świąteczne zgromadzenie się ludzi, by uczcić Bożą Rodzicielkę. Syryjczycy określają to święto jako gratulacje składane Maryi. Jest to nawiązanie do zwyczaju składania przez krewnych i znajomych gratulacji matce nazajutrz po urodzeniu dziecka. Zwyczaj ten powszechny jest u ludów semickich na Bliskim Wschodzie. Obchody ku czci Matki Bożej w dzień po Bożym Narodzeniu są najstarszym świętem maryjnym w całym chrześcijaństwie.

W Bożym Narodzeniu dostrzegamy bezwarunkową Bożą miłość do człowieka. Dlatego trzeciego dnia po Bożym Narodzeniu Kościół stawia nam przed oczy bohaterski przykład diakona Stefana, który odpowiada na miłość Boga – miłością człowieka. Kościół obdarza Stefana potrójnym tytułem: apostoła, pierwszego męczennika i archidiakona. Św. Stefan należał do grona 70 apostołów, których nasz Kościół upamiętnia 4 stycznia. Religia chrześcijańska to religia, która nie tylko uczy nas heroizmu, ale i wymaga go od nas.

Duchowy i moralny wymiar święta…

Największa tajemnica chrześcijańskiej wiary to Wcielenie Bożego Słowa. Przedwieczny Bóg staje się małym dzieckiem i nie przestaje być Bogiem. Boże Narodzenie to kołyska naszej wiary. Nasi Ojcowie Kościoła przyjmowali tajemnicę Wcielenia Bożego Syna z pokorą i pietyzmem. Zafascynowani tą tajemnicą, wypowiadają tylko słowa podziwu wobec przedwiecznej Bożej miłości, ofiary i pokory nowonarodzonego Mesjasza. Poza tym z ich ust wydobywają się okrzyki niewypowiedzianej niebiańskiej radości, że już nastał czas zbawienia. Świat, który był pogrążony w mroku „rozjaśniony został światłem Rozumu” i Jego światłość nigdy nie zgaśnie. Słabe Dzieciątko rzuca wyzwanie królestwu przemocy i nienawiści, porusza serca i budzi sumienia.

Czy jest coś, co może równać się z tym świętem? Bóg na ziemi, a człowiek w niebie, aniołowie służą ludziom, ludzie przebywają z aniołami; demony uciekają, śmierć pokonana, raj otwarty, klątwa zdjęta, grzechy zniknęły, prawda zstąpiła na ziemię (Św. Jan Chryzostom). Święci Ojcowie i nasze nabożeństwa świąteczne nie tylko podziwiają i wychwalają tajemnicę Wcielenia, ale także nas wzywają abyśmy oddali Chrystusowi pokłon, przynieśli mu w darze naszą wiarę i miłość. Tak jak to uczynili pasterze i mędrcy, przynosząc mu wdzięczność, czyste serce, chwałę, posłuszeństwo. Zaczęli od razu głosić swym życiem Słowo, które się narodziło. W odpowiedzi rozpoczęli budowę Królestwa Bożego. Jakie to dla nas pouczające. A co my wnosimy do Betlejem? Czy w ogóle po naszych zachowaniach wobec Boga i Kościoła mamy jeszcze prawo podejść beztrosko do ikony Bożego Narodzenia? Może już od lat przystępujemy do Betlejem bez żadnych darów, a tylko się wszystkiego domagamy: Boże spraw to i tamto, daj mi to i owo! Przynosimy nie złoto, kadzidło i mirrę, lecz kamienie, świecidełka i oszukane zabawki. Przynosimy kamienne serca, materializm, złość, chciwość i nieczułość. Przychodzimy ze słabą wiarą. A niektórzy przychodzą niejako jak wysłańcy Heroda, żeby popatrzeć, zapamiętać sobie i potem nastawać na Życie i na niewinny świat człowieka. Czy przy Żłóbku Jezusowym nie śmie gromadzić się również hołota? Podobnie niejednokrotnie traktujemy nasze cerkwie, jak najtańsze supermarkety, gdzie za kilka złotych chcemy kupić zdrowie, pomyślności i przychylności Boga.

W obliczu święta Bożego Narodzenia, które jest najradośniejszym orędziem pokoju, powinniśmy mieć czas na zadumę i refleksje. Bóg staje się człowiekiem, aby człowiek mógł dostąpić przebóstwienia, które prowadzi do obcowania z Bogiem - Ojcem. To czas, który zbliża człowieka do Jezusa Chrystusa, a On napełnia nas wiarą, nadzieją i miłością. Bo tylko ten, który nas powołał do istnienia, może dać nam siłę do pokonywania największych trudności. Wcielenie przypomina chrześcijanom (grekokatolikom), że w codzienności swoich obowiązków powinni pamiętać o zapewnieniu Chrystusa: „wszystko, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Święto Bożego Narodzenia w szczególny sposób przypomina nam tę prawdę. W ubogiej grocie widzimy Syna Bożego, który przeobleka się w szczególny sposób w istnienie człowieka bezdomnego, chorego, niepełnosprawnego, w pewien sposób wykluczonego przez „los” i „świat ludzi sukcesu”. Ale ten człowiek nie jest gorszy od tych, którzy uważają się za tzw. „zdrowych i pełnosprawnych”. Fenomen naszego Boga polega na tym, że utożsamia się w charakterystyczny sposób właśnie z tymi osobami pozornie wykluczonymi, już od swoich narodzin. Nasz Bóg naucza nas w ten sposób, że wartościowanie człowieka nie zaczyna się od wyceny jego sprawności fizycznej lub psychicznej, wynagrodzenia, domu, ubioru, ale od tego, jak postrzega innych ludzi i świat. Jesteś wartościowy, gdy pochylasz się nad drugim człowiekiem. Gdy kochasz, gdy współczujesz, gdy szanujesz inną osobę, gdy jesteś gotowy nieść jej pomoc, nie zważając na jej wygląd, przekonania polityczne, czy jakąkolwiek inną jej odmienność. Być grekokatolikiem to znaczy być człowiekiem, który nie depcze godności drugiego człowieka, zarówno tego wierzącego, jak i niewierzącego. Betlejemska Gwiazda to światło, które obwieszcza nam prawdę, że miłość do człowieka jest najprostszą drogą do Boga.

 

Historia postu

W celu uświadomienia wiernym moralnego i duchowego wymiaru świętowania Bożego Narodzenia Kościół stara się przygotować wiernych do przeżywania tego uroczystego święta poprzez modlitwę i post. Ten kto bliżej poznał naszą tradycję liturgiczną wie, że Kościół wschodni do największych świąt religijnych przygotowuje się krótszym bądź dłuższym postem. Święto Bożego Narodzenia po święcie Zmartwychwstania Pańskiego jest największym świętem w roku, stąd też post jest również czterdziestodniowy na wzór paschalnego.

W IV/V wieku na Zachodzie pojawiają się tzw. „posty czterech pór roku”.  Według papieża Lwa I (440-461) motywem (celem) postów było złożenie dziękczynienia Bogu za zebrane płody. Dlatego można przyjąć, że post przed Bożym Narodzeniem bierze swój początek od „postu zimowego”. Kołyską tegoż postu jest Galia, dzisiejsza Francja, gdzie odnajdujemy pierwsze wspomnienia o jego praktyce w V wieku. Z czasem post dotarł do Rzymu, a także Anglii. Ów post otrzymuje na zachodzie łacińską nazwę „adwent”, która oznacza dosłownie „przyjście”. Pierwotnie słowo „adwent” oznaczało święto Bożego Narodzenia, a później czas przed Bożym Narodzeniem. Gdy na zachodzie wspomniany post wszedł do powszechnej praktyki w VI w. na wschodzie w zasadzie zaczyna się dopiero pojawiać, a od IX wieku staje się powszechnie praktykowany. Chociaż post przed Bożym Narodzeniem rozpoczynał się 14 listopada, to jednak nie ustalono wówczas jeszcze ile ma trwać. Pojawiały się propozycje skrócenia postu z 40 do 18, 12, 6 albo 4 dni. Ostateczne ustalono czas postu na Soborze w Konstantynopolu 1166 roku. Sobór przyjął, że 40 dniowy post rozpoczyna się w dniu św. Filipa, to jest 14 listopada. Stąd też pochodzi jego nazwa Filipówka od św. Filipa. Istnieje też przekaz, że apostoł Filip przed swą męczeńską śmiercią miał prosić Boga o karę dla swoich oprawców. Dlatego zostało mu objawione, że nie wejdzie do raju przed odpokutowaniem 40 dniowego postu. Owa historia prawdopodobnie legendarna powstała w wyniku apologetycznych dzieł broniących 40 dniowego postu przed Bożym Narodzeniem, gdy jeszcze trwały dyskusje nad jego wprowadzeniem lub zniesieniem. 

W czasach Rusi-Ukrainy metropolita Grzegorz nauczał, że Filipówka jest takim samym postem jak Piotrówka (tj. post przed św. Piotra i Pawła). Dlatego stawiał takie same wymagania tj. pokłony, w tygodniu jeden posiłek bez nabiału i mięsa, a w niedzielę i sobotę dwa posiłki rybne. Dziś wspomniany post nie jest już taki uciążliwy i wymagający.  Nie oznacza to, że możemy go totalnie ignorować. Post ma charakter pokutny jak wszystkie inne posty w obrządku bizantyjskim. W obrządku rzymskim zaś jest „czasem pobożnego i radosnego oczekiwania”, nie ma więc aspektu pokutnego i jest czterotygodniowy.  Ciekawie sens postu Filipowego tłumaczy Symeon Sołuński (+1429 r.): „Ten 40 – dniowy post jest podobny do postu Mojżesza, który pościł 40 dni i nocy zanim przyjął tablice z Bożymi Przykazaniami. Pośćmy więc i my 40 dni, a przyjmiemy żywe Słowo Boże wcielone przez Dziewicę i przyjmiemy Jego Ciało”.

 

Zwyczaje i tradycje wigilijne

 

W przeddzień Bożego Narodzenia mamy wigilię, Wieczerzę Wigilijną, która po ukraińsku nazywa się, Swjat-Weczir, co znaczy „Święty Wieczór”, od którego to wieczoru rozpoczyna się kolędowanie i różnego rodzaju zwyczaje. W tradycji polskiej powszechnie używana jest nazwa wigilia (czy w skróceniu wilia), która pochodzi z łacińskiego vigilia co jeszcze w starożytnym Rzymie oznaczało „straż nocną”. Głównym zadaniem rodziny greckokatolickiej przygotowującej się do Wigilii jest godne przygotowanie w pierwszej kolejności swojej duszy. W dzień wigilijny grekokatolików obowiązuje ścisły post. Podobnie jak u staroobrzędowców, grekokatolicy w dzień samej wigilii zwanej u staroobrzędowców „kutienikiem” przeważnie starają się nic nie jeść. Kijowski metropolita Maskym (1283-1305) w zaleceniach dotyczących postu pisze, że niezależnie od tego czy wigilia wypada w sobotę czy w niedzielę, obowiązuje nas srogi post. Dopiero po nieszporach pozwala pokrzepić się chlebem i winem. Ważnym elementem przygotowania do Bożego Narodzenia i wigilii była też spowiedź i Eucharystia. Owa praktyka chrześcijańska pochodzi jeszcze z pierwszych wieków chrześcijańskiej Ukrainy od kijowskiego metropolity Jerzego (1072 r.). Tę religijną praktykę zaleca też prawosławny metropolita kijowski Piotr Mohyła.

Wieczerza wigilijna składa się z dwunastu dań. Skąd pochodzi tradycja sporządzania 12 dań? Ciekawą odpowiedź podaje ukraiński profesor S. Kylymnyk. Na podstawie długich badań dochodzi do stwierdzenia, że 12 potraw pochodzi od tego, że w przeciągu roku księżyc okrąża ziemię 12 razy. Dlatego każdemu miesiącu jest poświęcona jedna strawa. Można się też spotkać z twierdzeniem, że te 12 potraw to na cześć pierwszych 12 Apostołów. Kolejny zwyczaj to zalecenie, aby pokarmy wigilijne zostały przygotowane ze wszystkiego co znajduje się w gospodarstwie, co wyrosło w ogrodzie i w sadzie. To stary zwyczaj pochodzący jeszcze z czasów Rusi-Ukrainy, gdy w ten sposób chciano przyjąć boga urodzaju i dusze przodków, by pokosztowawszy wszystkiego, przysporzyli jeszcze większy urodzaj w przyszłym roku.

W ludowej tradycji ukraińskiej gospodyni od samego rana rozpala nowy ogień przy pomocy krzemienia i krzesiwa, które przez ostatnie 12 miesięcy leżało pod świętymi obrazami. Gospodyni przeżegnawszy się trzy razy stawała twarzą do wschodu słońca i krzesała „nowy ogień”. Tym ogniem rozpalały gospodynie 12 polan, które przedtem suszone były przez 12 dni ostatniego miesiąca.

Najważniejszą potrawą na greckokatolickiej wieczerzy Wigilijnej jest kutia. W „Słowniku mitów i tradycji kultury” Władysława Kopalińskiego czytamy:„Kutia albo kucja to tradycyjna potrawa obrzędowa, zwłaszcza na dawnej Litwie i Rusi: pszenica (kasza, ryż) gotowana, przyrządzana z makiem, miodem; wieczerza wigilijna na Rusi (słowo pochodzi z ukraińskiego kutia od nowogreckiego kukia „bób”, a to z greckiego kokkos „ziarno”. Właśnie od tej najważniejszej potrawy wieczerzę wigilijną nazywa się na Ukrainie również „Kutia”. Od pewnego czasu potrawa jest bardzo popularna na wigilijnym stole także pośród Polaków. Obecnie prawie zupełnie zatraciła swoją piękną symbolikę. Po pierwsze traktuje się ją często jako deser, bo jest z reguły słodka, po drugie dodatki do podstawowych składników kutii ją zdeformowały, tak że czasami jest w niej więcej np. mandarynek i daktyli jak pszenicy i miodu. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ kutia nawiązuje swą symboliką do wczesnochrześcijańskich spotkań pożegnalnych nad grobami męczenników albo zmarłych przyjaciół. Greckie słowo „kokkos - ziarno” przypomina nam, że owa potrawa niegdyś składała się generalnie z pszenicy i miodu, tak też powinno być dziś. Pszenica powinna być najpierw oczyszczona, a potem gotowana na wodzie i miodzie.

Dlaczego pszenica i miód? Ziarno pszenicy co roku ożywa, dlatego jest symbolem wieczności, a miód to symbol wiecznego szczęścia świętych w niebie. Ową tradycję pielęgnują też staroobrzędowcy, którzy spożywają kutię nie tylko w czasie wigilii (ich kutienik), ale według pierwotnego zwyczaju, także w przypadku śmierci członka rodziny w dziewiąty i czterdziesty dzień po śmierci.

Ważnym elementem obrzędowym jest wniesienie przez gospodarza domu do pomieszczenia, gdzie będzie się spożywać wieczerzę „dziaducha” (ukr. diduch) – snopa pszenicy. Zwyczaj pochodzi jeszcze z czasów pogańskiej Rusi-Ukrainy, symbolizuje duchy przodków, a także noworoczny urodzaj, dobrobyt i dolę człowieka… Do izby przynosi się też siano i słomę. Siano umieszcza się na stole, a słomę na podłodze. Czasami ową słomę też określano mianem „Diducha”. Wszystko odbywa się według określonego zwyczaju i wypowiedzenia odpowiednich formuł. Pod stołem niegdyś gospodarze kładli też sierpy, siekiery, kosy
i wszelkie gospodarskie narzędzia, aby zstąpiło na nie błogosławieństwo.

Nie można się też w tym dniu kłócić, należy się przeprosić nawet z wrogami, żeby w roku następnym było spokojnie i w domu i poza domem. Ponieważ gospodyni nie może znać wszystkich swoich wrogów, był i jest na Ukrainie zwyczaj, żeby ich razem zamówić poprzez to, że gospodyni zatyka wszystkie dziurki w ławkach i innych statkach? domowych przemawiając: „Zatykam nie dziurki, lecz usta moim wrogom, żeby przez rok cały nie dotknęły mnie ich napaści i obgadywania!” albo poprzez wiązanie węzełków na sznurze z przemówieniem: „Żeby tak milczeli moi wrogowie, jak te węzełki milczą!”

W różnych częściach Ukrainy gospodarze czynią różne czynności na poły magiczne, mające na celu zabezpieczenie się od niedobrego działania złych sił z zewnątrz. Na przykład koło obory, gdzie przebywają krowy, sypią ziarna dzikiego maku, żeby czarownice-wiedźmy nie miały dostępu do bydła. W izbie gospodyni kładzie pod obrus po główce czosnku, w czterech kątach stołu, żeby w ten sposób odpędzić złą siłę z domu. Jest też zwyczaj przywoływania wilka, mrozu, wiatru do spożywania świętej wieczerzy, a w szczególności kutii. W ten sposób człowiek zabezpiecza się przed żywiołami natury, które mogą człowiekowi i jego dobytkowi krzywdę zrobić – zmrozić, przewrócić podczas wichury, a wilk zwykle czyha na zwierzęta domowe i na człowieka. Poprzez przywoływanie do uczestnictwa w wigilii gospodarz liczy na łagodniejsze potraktowanie żywiołów w ciągu całego roku.

Po tych czynnościach, odwiedzinach u zwierząt domowych, przywoływaniu żywiołów natury drzwi są zwykle zamykane i z domu już się nie wychodzi, zaczyna się święta wieczerza, wieczerza wigilijna, na którą zbiera się cała rodzina, zapraszane są również dusze zmarłych z rodziny. A gdyby się trafił jakiś obcy zabłąkany gość, powinien być do stołu wigilijnego zaproszony. Taki gość przynosi gościnnemu domowi szczęście.

Wieczerza wigilijna rozpoczyna się gdy na niebie ukarze się pierwsza gwiazda. Ojciec rodziny lub najstarszy członek zapala świecę. Następnie w zależności od zwyczaju ma miejsce wspólna, albo indywidualna modlitwa każdego z członków rodziny. Po czym mają miejsce życzenia i dzielenie się prosforą z miodem i czosnkiem. Prosfora jest to odpowiednik łacińskiego chleba eucharystycznego tzw. opłatka, z tą różnicą, że prosfora to chleb na zakwasie. Dzielimy się prosforą (kwaszonym chlebem), aby go nigdy nie zabrakło w naszej rodzinie; miodem symbolem dobrobytu i dostatku, aby taki był nasz dom - zasobny; i czosnkiem synonimem zdrowia, aby nam dopisywało w nadchodzącym roku.

Oczywiście pozostawiamy jedno nakrycie wolne. W Polsce mówi się, że jest to nakrycie dla gościa (ewentualnego przybysza). U grekokatolików dodatkowe nakrycie stawia się z kutią dla dusz przodków na stole lub oknie. Dlatego też rozpoczynamy wieczerzę wigilijną od kutii, bo w ten sposób wspominamy naszych przodków, rodziców i dziadków, którzy odeszli do Pana.  Robimy to w nadziei, że spotkamy się z nimi w Królestwie Niebieskim, o czym nam ma przypominać odradzająca się pszenica, a miód, że nasze chrześcijańskie życie zostanie nagrodzone wiecznym obcowaniem z Bogiem i naszymi najbliższymi.

Podczas spożywania posiłków mają miejsce różne czynności wróżebne. Na przykład pierwszą łyżkę kutii gospodarz podrzuca pod sufit, żeby – w zależności od rodzaju uprawianej hodowli – „żeby jagnięta lub cielęta tak skakały, jak ta pszenica pod sufit wylatuje” albo „żeby się pszczoły roiły”. Była też wiara w to, że jeśli podczas wieczerzy wigilijnej syn kichnie, to znak, że będzie z niego dzielny kozak, a jeśli kichnie córka, to znak, że w przyszłości będzie dobrą i bogatą gospodynią.

Wieczerza bywa też noszona do bliższej rodziny, a szczególnie do dziadków, jeśli mieszkają oddzielnie. W rodzinach zaś mieszanych, jak na przykład w Galicji Wschodniej, gdzie święta były obchodzone w innym czasie, grekokatolicy nieśli świętą wieczerzę spokrewnionym rzymokatolikom i odwrotnie łacinnicy nosili wieczerzę wigilijną spokrewnionym grekokatolikom.

Po wieczerzy rozpoczynają się zabawy. Małe dzieci miały uciechę, mogły się turlać po słomie, co na Podolu nazywano „burukieckaniem”, dzieci też załaziły pod stół i naśladowały kwokanie kur, a to miało wróżyć obfitsze znoszenie jaj przez kury czy inny drób. Dzieci, które pasły krowy, związywały łyżki słomą czy sianem wigilijnym, a to miało pomóc i wróżyć, żeby się bydło na pastwisku kupy trzymało, nie latało i nie sprawiało większego kłopotu pastuszkom. A dziewczęta brały drewniane łyżki, wychodziły na drogę i kołatały nimi. A była to taka wróżba, że gdzie się szczekaniem pies odezwie, w tej stronie dziewczyna szybko za mąż wyjdzie. Najpopularniejsze jest wróżenie pogody kolejnych miesięcy roku z pogody 12 dni od Bożego Narodzenia. Z pogody na Boże Narodzenie i Nowy Rok wróży się pogodę na Wielkanoc i Zielone Święta.

Odrębną grupę wróżb stanowią te odnoszące się do życia i zdrowia. Na przykład wyciągnięcie spod obrusu źdźbła siana zapowiadała długie bądź krótkie życie; brak cienie u siedzącego przy wigilijnym stole wróżył śmierć w przyszłym roku; kolejność śmierci uczestników wróżyło się również z następstwa opadania łyżek wetkniętych do kutii.

Wierzenia – wiara w nadzwyczajne zjawiska występuję praktycznie we wszystkich krajach Europy w związku z dniem, a szczególnie z nocą poprzedzającą Boże Narodzenie. Na Ukrainie, Czechach, Niemczech i Francji wierzenia ludowe głoszą, że w wieczór wigilijny w źródłach i potokach woda zamienia się na krótko w wino, miód, a nawet złoto, a po zaczerpnięciu nie staje się ponownie wodą; mogą tego doświadczyć tylko osoby niewinne i szczęśliwe. Przyjmuje się też otwarcie niebios i spełnienie wszystkich życzeń (Jarosław). Prawie we wszystkich krajach Europy znane są wierzenia ludowe, że podczas wigilijnej nocy mówią ptaki i bydło domowe, za wyjątkiem konia, którego nie było przy narodzeniu Jezusa.

Ważnym elementem wystroju greckokatolickiego domu jest dziś choinka, po ukraińsku zwana jałynką. Zwyczaj stawiania i przyozdabiania drzewka wigilijnego przyjął się w XV w. w Niemczech. Na ziemiach Polskich u rzymokatolików zwyczaj ten upowszechnił się w XVIII i XIX w. i prawie całkowicie wyparł snopy. Z miast polskich przeszedł ten zwyczaj również na wieś polską i ukraińską.  Ukraiński profesor Michał Łesiów wspomina: „Kiedy byłem dzieckiem w mojej wsi rodzinnej na Podolu tylko w jednym domu była choinka, w domu rodziny snobizującej się na miasto. We wszystkich zaś domach były snopy pszenicy na poczesnym miejscu, słoma na ziemi i siano na stole pod obrusem”. Wynika stąd, że zwyczaj stawiania choinki w społeczności ukraińskiej jest stosunkowo młody. Prawdopodobnie pojawia się dopiero w XX wieku.

Jedna z teorii wywodzi tradycję choinki z przedchrześcijańskiej epoki i dawnych mitów o „drzewie życia”. Na przykład w Grecji w niektóre święta wnoszono do domów i świątyń przystrojoną gałąź drzewa o wiecznie zielonych liściach (eirezjone).
W Rzymie funkcjonowała podobna praktyka w okresie Kalend marcowych, które przed juliańską reformą kalendarza rozpoczynały Nowy Rok. Niektórzy w tym zwyczaju widzą pozostałości po święcie zmarłych, ponieważ w Grecji istniał zwyczaj składania eirezjone (zielonych gałęzi) na grobach jako ofiary zmarłemu. Zwyczaj ten był również znany w Europie, m.in.
u plemion kaukaskich (noworoczny) i na Płw. Bałkańskim (zaduszkowy). Niemal wszędzie jest to święto połączone z rozmaitymi obrzędami zmierzającymi do pobudzenia energii przyrody, przyczynienia się do wzmożenia jej płodności i bogatych zbiorów
w danym roku. W niektórych krajach Europy zachodniej pozostał też zwyczaj symbolizujący walkę zimy z wiosną.

Oczywiście po spożytej wieczerzy domownicy rozpoczynają radosne kolędowanie. Wyraz kolęda (i ukraińskie kolada) zapożyczony został do prasłowiańszczyzny z łaciny (łacińskie calendae znaczyło „pierwsze dni miesiąca”). Zwyczaj chodzenia po kolędzie więc tkwi swoimi korzeniami w obrzędowości jeszcze rzymskiej. Kolędy miały pierwotnie świecki charakter, cel życzący. Ów zwyczaj zawiera więc elementy przedchrześcijańskie, szczególnie jeśli mamy na myśli kolędowanie połączone z odwiedzaniem innych domów. Można nawet powiedzieć, że jeśli odwiedzenie sąsiada wiąże się wyłącznie z życzeniami pomyślności i prośbą o dary – to jest to praktyka bardziej świecka niż religijna.

Kolędy bożonarodzeniowe zróżnicowane są pod względem intencji. Wyróżnia się kolędy przedstawiające zdarzenia związane z narodzeniem Jezusa, należą tu m.in. pastorałki czyli kolędy o pasterzach i ich przygodach w drodze do Betlejem oraz kolędy apokryficzne dotyczące wydarzeń z życia Najświętszej Rodziny. Są też kolędy witające i adorujące Jezusa Nowonarodzonego. Osobną grupę stanowią kolędy tzw. teologiczne, które interpretują sens zdarzeń bożonarodzeniowych, opartych na świadectwie Ewangelii. Pierwsze zapisy melodii oraz tekstów kolęd polskich pochodzą z XV i XVI wieku, a rozkwit tej twórczości kolędowej przypada na XVII i XVIII wiek. Najdawniejszy zaś zapis kolęd cerkiewnoukraińskich pochodzi z drugiej połowy XVII wieku, a więc już po zawarciu Unii Brzeskiej. Badacze tego typu twórczości literackiej są zdania, że kolędy cerkiewnoukraińskie pojawiły się pod wpływem polskim. Ich forma wskazuje na ten sam typ wiersza, który znany był o wiele wcześniej piśmiennictwu polskiemu. Ponadto analiza treści i niekiedy form językowych pewnej ilości kolęd cerkiewnych dawniej i obecnie śpiewanych w cerkwi i w domach zdradzają ich stosunkowo ścisłe powiązanie z kolędami polskimi. Przykładów na ścisłe powiązanie kolęd ukraińskich z polskimi jest sporo. Ale jest też pewna ilość kolęd ukraińskich, które nie mają swoich wzorów bezpośrednich w konkretnych kolędach polskich. Dotychczasowe badania tego problemu pozwalają na stwierdzenia, że wątki ewangeliczno-biblijne są bardziej zagęszczone w kolędach cerkiewnych, natomiast w kolędach polskich te wątki są jakby więcej rozrzedzone wątkami świeckimi z pejzażu rodzimego zaczerpnięte. A tłumaczy się to faktem, że specyfika bizantyjskiej wersji chrześcijaństwa nie pozwalała na szerszy dostęp elementów ludowych do pieśni cerkiewnych.

Grekokatolicy podobnie zresztą jak i rzymokatolicy po wigilii i kolędowaniu rodzinnym udają się do świątyń na wspólną modlitwę. Zwyczaj sprawowania Boskiej Liturgii o północy po części nawiązuje do wigilii paschalnej, ale przede wszystkim jest kontynuacją praktyk starożytnego Kościoła jerozolimskiego. Pierwsze Liturgie o północy sprawowano w Grocie Bożego Narodzenia w Betlejem, a wczesnym rankiem wracano do bazyliki Konstantyna Wielkiego. Tak więc dzisiejsza praktyka modlitwy o północy przywędrowała do nas z Ziemi Świętej. Greckokatolickie nabożeństwo rozpoczyna się o 23: 00 tzw. nabożeństwem „powecziria”. Powecziria pierwotnie były odprawiane po wieczerzy, przed udaniem się na spoczynek. Owa modlitwa odwołuje się do nocnego czuwania Jezusa w ogrodzie oliwnym, przed wydaniem Go oprawcom. Podobnie ma się rzecz z celem (motywem) powecziria dzisiejszego, które ma wprowadzić wiernych w modlitewny nastrój przed Boską Liturgią sprawowaną o północy.

Ważnym obyczajem w pierwszym dniu świąt było i jest jeszcze tu i ówdzie zwyczaj chodzenia z gwiazdą i po kolędzie. Kolędnicy śpiewali pieśni bożonarodzeniowe, zwane kolędami, pieśni życzeniowe lub oracje na po­myślność w gospodarstwie i w domu, na co należały się datki. W czasach nowszych było to zbieranie datków na jakiś cel społeczny, charytatywny czy na inne szlachetne cele. W okresie Bożego Narodzenia pokazywana była tzw. szopka, zwana po ukraińsku wertep, nieruchomy teatr lalek ukazujący sceny związane z ewangeliczną i ludową tradycją Bożego Narodzenia. W takim wertepie występowały też postacie nie związane z ewangeliczną wersją Narodzenia Pańskiego.

 

*************

 

Świętowanie Bożego Narodzenia przybiera dziś takie rozmiary, że grozi nam zapomnienie o prawdziwym znaczeniu samego święta: natarczywa komercjalizacja, migające wystawy sklepowe, folklor krasnalowatych „świętych” Mikołajów doprowadza do absurdu, nadmierna obfitość jedzenia i prezentów. Czy to nie dowód, że prawdziwe pogaństwo nie zanikło? Czy złoty cielec nie zajmuje miejsce Boga, który stał się człowiekiem? Szczególnie w sytuacji, gdy w domach w niewidocznym miejscu kładziemy Jezusa w postaci małej lalki, pośród uroczych figurek, szopki i oczywiście prezentów. Następnie podkreślamy rodzinny i biesiadny charakter święta, gdzie świat koncentruje się wokół rozkapryszanych dzieci, a Król Izraela staje się tylko tłem i sposobnością do kolejnego wolnego dnia.

Niektórzy prawidłowo reagują na ten przesyt. Wiele młodych ludzi organizuje wieczerze wigilijne dla ubogich, starszych, samotnych czy chorych. Jest to pewna realizacja przesłania Bożego Narodzenia, które uczy nas kochać ubogich i służyć im. Nie tyle realizują przytoczone działania dla ziemskiej chwały ani nawet w imię ideału społecznego, ale z miłości do człowieka, takiej miłości jaką On nas umiłował – Jezus Chrystus – pierwszy wśród ubogich.

Syn Boży nie znalazł miejsca w żadnym domu. Narodził się w grocie. Czy to tylko historia? A może ta historia powtarza się nieustannie, ze stulecia na stulecie, z roku na rok? Iluż z nas ze strachem zamyka swoje drzwi przed Chrystusem, który do nich puka w postaci osób ubogich?

Boże Narodzenie przypomina nam, że Kościół to my wszyscy, zebrani wokół Wcielonego Słowa Bożego. Kościół to nasz współ – dar, nasza współpraca i powinność. Kościół rozwija się tam, gdzie ludzie są jedni dla drugich. Kościół jest Kościołem, jeśli my naprawdę stajemy się ludźmi. Można powiedzieć, że tak jak Wcielenie Syna Bożego zapoczątkowało radosne orędzie zbawienia dla wszystkich narodów, tak samo bycie chrześcijaninem – ewangelikiem, grekokatolikiem czy prawosławnym – zaczyna się od bycia człowiekiem. Mówiąc najkrócej, gdy człowiek jest dla nas naczelną wartością, gdy żyjemy tak, aby nie deptać jego godności.  Bł. Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że: „Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem.” Niech także nasze chrześcijańskie życie będzie codziennym pochylaniem się nad godnością drugiego człowieka.

 

 

Bibliografia:

A.Mień, Sakrament, słowo, obrzęd, Łuków 1992.

Cz. Bartnik, Gromy mówiące, Lublin 1999.

E. Iwaniec, Z dziejów staroobrzędowców na ziemiach polskich, Warszawa 1977.

Encyklopedia chrześcijaństwa, Kraków-Katowice 2001.

Encyklopedia Katolicka, tom 2,   KUL, Lublin 1976.

J. Katrij, Piznaj swij obrjad.

Katechizm Kościoła Prawosławnego, Kraków 2001

M. Łesiów, O Ukrainie prawie wszystko, rękopis.

R. Piętka, Boże Narodzenie i Objawienie Pańskie w Kościołach Wschodnich.

Zwyczaje, obrzędy i symbole religijne, Warszawa 1974.

Źródło: czasopismo GREKOKATOLICY.PL, ROK II - 2011 - Nr 2 (4)


 

UWAGA!

JUŻ NIEBAWEM W SPRZEDAŻY NOWY NUMER GREKOKATOLICY.PL Rok II – 2011 – Nr 2 (4)!

Czasopismo  dostępne tylko na portalu grekokatolicy.pl,

ponieważ biskupi greckokatoliccy zakazali kolportażu w ramach parafii UKGK w Polsce.

Zamów już teraz!

irenej@vp.pl









Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1215


  • Pola wymagane*.

Jeżeli masz problem z odczytaniem ,kliknij ponownie, zostanie wygenerowany nowy kod zabezpieczający.
 
  • Ahne Partene

  • Wełyczania Uspeniju

  • Pryjdite, pokłonimsia... Psałom 103

  • Stepenna praznyczna 'Ot junosty mojeja'


Z którym pojęciem najbardziej utożsamiasz grekokatolików?