RADNI NIE UŻYCZĄ CERKWI. „BOJĄ SIĘ POWROTU UKRAIŃCÓW”
Radni gminy Bircza nie zgodzili się
przekazać zrujnowanej cerkwi w Kotowie organizacji, która chce uratować
zabytek za unijne pieniądze. - Bo obawiają się powrotu Ukraińców -
uważają jej członkowie. Na spotkaniu z radnymi usłyszeli od nich:
"Pamiętamy i czuwamy".
"Żywi to pamiętają. Żywi dziś czuwają" - taki napis widnieje na pomniku,
poświęconemu pamięci poległych w walce z faszystowskimi bandami UPA.
w latach 1944-47. Monument stoi na rynku w Birczy. W tamtym czasie
na terenie dzisiejszej gminy dochodziło do częstych ataków, na samą
Birczę UPA. napadało trzykrotnie. Zginęły dziesiątki ludzi.
Cerkiew w Kotowie grozi zawaleniem, gmina nie ma planów ratowania
zabytku, nie chce też użyczyć go Lokalnej Organizacji Turystycznej
"Wrota Karpat Wschodnich", która stara się o to od ponad roku, ma gotową
dokumentację trzyetapowego remontu i kosztorys. Dokumenty te zostały
przedstawione na nieformalnym spotkaniu z radnymi końcem marca tego
roku. Uczestniczyła w nim większość rady gminy Bircza. - Wyjaśnialiśmy,
że koszt remontu jest oszacowany na 550 tys. zł, że pieniądze te mamy
zamiar pozyskać od konserwatora zabytków lub z programów unijnych,
że gmina nic do tego nie dołoży. Najwięcej kontrowersji wśród radnych
wzbudziły jednak nasze deklaracje, że chcielibyśmy przywrócić cerkwi jej
funkcję sakralną. Usłyszeliśmy, że na pewno będą tu wtedy przyjeżdżać
grekokatolicy z Ukrainy. "Pamiętamy i czuwamy" - mówili wprost radni.
Nam chodziło raczej o adaptowanie świątyni dla miejscowych katolików,
ale zdecydowaliśmy się ostatecznie zrezygnować z tego i poprzestać tylko
na funkcji wystawienniczo-muzealnej - mówi Tomasz Gierula z LOT "Wrota
Karpat Wschodnich". Nie pomogło. Na poniedziałkowej sesji radni gminy
Bircza odmówili użyczenia cerkwi jednogłośnie.
Do członków organizacji dotarły pogłoski, że niechęć radnych
do rewitalizacji cerkwi podsycana jest przez rozsiewane w Birczy plotki:
- Że w tej cerkwi miały być święcone noże, którymi mordowano Polaków
i że remont ma się odbyć za pieniądze bogatego Ukraińca, który działał
w UPA. Straszne bzdury - komentuje.
- Niektóre sprawy wymagają czasu - filozoficznie zauważa Józef Żydownik,
wójt Birczy. - Ja wspieram tę inicjatywę, ale jest kilka osób, które
myślą inaczej - przyznaje.
Zdaniem wójta sprawy toczą się jednak w dobrym kierunku. - Niech mieszkańcy zdecydują - mówi.
Członkowie LOT spotkali się z mieszkańcami Kotowa w niedzielę
na zebraniu wiejskim. LOT przedstawił swój pomysł na zagospodarowanie
cerkwi. Mieszkańcom spodobał się, ale poprosili o więcej szczegółów. -
Jeśli zdobędziemy poparcie mieszkańców wsi, może uda się przekonać
radnych - ma nadzieję Gierula.
- Dlaczego pani o to pyta? Kogo to interesuje? Gdyby to był kościółek,
a nie cerkiew, to nie było by tyle hałasu - sugeruje Wojciech Bobowski,
przewodniczący rady gminy Bircza. Niechętnie daje się namówić
na rozmowę. - Za mało wiadomo o tej organizacji. Co do tej pory zrobili?
Skąd pieniądze biorą? Dwa razy na sesji pytałem, kto chce zabrać głos.
Nie zgłosili się, nie chcieli nic wyjaśniać a przecież to im zależy.
Bali się pytań? W takiej sytuacji podejrzewa się, że sprawa ma drugie
dno. Bardzo łatwo to podejrzewać, bo chodzi o cerkiew a nie kościół -
podkreśla Bobowski. Czy obawia się, że odrestaurowana cerkiew
przyciągnie Ukraińców? - Trudno powiedzieć. LOT mówiła, że mają tam być
odprawiane nabożeństwa... - zastanawia się radny. - Nie wiadomo,
skąd się w ogóle wzięli, dlaczego mamy im przekazywać zabytek? - wraca
do wątpliwości.
- Udają wariata - komentuje je Gierula. - Działamy w Birczy od 2007 r.
Uporządkowaliśmy kilka cmentarzy grekokatolickich i jeden żydowski. Wójt
gminy jest tzw. członkiem wspierającym naszą organizację. O cerkiew
w Kotowie staramy się już ponad rok. Radni nie mogą powiedzieć, że o nas
nie słyszeli, że nie znają naszych planów wobec cerkwi, bo to kłamstwo.
Prawdopodobnie chcą doprowadzić do zniszczenia tego zabytku, bo uważają
go za symbol ukraińskości na tych ziemiach - uważa członek LOT.
Postawę gminy ostro krytykuje konserwator zabytków. - Nie wystarczy
odmówić, trzeba mieć własny pomysł, plan, projekt. Jeśli gminie
nie podoba się to stowarzyszenie, to powinna wybrać jakieś inne lub sama
zająć się zabezpieczeniem cerkwi, bo ona runie. Tymczasem przepisy
mówią jasno, że gmina ma obowiązek zabezpieczyć zabytek, w przeciwnym
razie musi się liczyć z konsekwencjami. I nie ma z tym dyskusji.
Nie mogę zmusić gminy do remontu, ale mogę do zabezpieczenia zabytku. I
zamierzam to zrobić. W czerwcu wyślę tam kontrolę, jeśli sytuacja się
nie zmieni, zgłoszę sprawę do prokuratury - zapowiada Grażyna Stojak,
podkarpacki wojewódzki konserwator zabytków. Podkreśla, że wójt
i urzędnicy gminy Bircza, gdyby tylko chcieli, mogli starać się o środki
na zabezpieczenie cerkwi, bo świetnie znają procedury pozyskiwania
środków na remont zabytków z funduszy konserwatora, robią to regularnie
co rok. - Proszą o pieniądze na remont różnych zabytków, nigdy jednak
nie starali się o środki na remont cerkwi - zwraca uwagę Grażyna Stojak.
Przypomina, że dzięki organizacjom, tworzonym przez pasjonatów,
udało się uratować już dwie cerkwie na Podkarpaciu. Towarzystwo Ziemi
Dubieckiej zamieniło zniszczoną cerkiew w Dubiecku w piękną salę
wystawienniczą, a Stowarzyszenie Ratowania Cerkwi w Baligrodzie
skutecznie remontuje wnętrza baligrodzkiej cerkwi. - Na początku też
nie mieli zabezpieczenia, ani pewności, że środki dostaną - wspomina
konserwator zabytków. - Przecież, jeśli gmina ma pretensje
do organizacji, której użycza zabytek, w każdej chwili może jej go
odebrać - zaznacza.
Cerkiew w Kotowie pochodzi z 1923 r., jest wpisana do rejestru zabytków.
W latach 70. podzieliła smutny los wielu świątyń - PGR zamienił ją
na magazyn pasz. Po upadku PGR-u trzymano w niej owce. Dziś cerkiew
grozi zawaleniem, wstęp do niej jest zabroniony.
O porządek wokół cerkwi zadbała grupa pasjonatów. Jest wśród nich
Wojciech Gierula z LOT: - Skrzyknęliśmy się na forum "Gazety" w 2007 r.,
uporządkowaliśmy teren, wycięliśmy krzaki. Tak jest do dzisiaj - mówi
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów, Magdalena Mach







